Pisałam niedawno o strasznym narzędziu tortur, jakim są szelki bezpieczeństwa. Być może wychwyciliście wtedy jeden szczegół. A mianowicie komentarz jednej z mam: U mnie w rodzinie nigdy nie było czegoś takiego i jakoś dzieci potrafiły się słuchać i chodzić za rączkę. Dzisiaj widziałam przykład jak maluszek sam dał mamie rączkę do prowadzenia.
Można to rozumieć jako: U mnie w rodzinie dzieci są grzeczne, podatne na działania wychowawcze, a u ciebie niestety już nie jest tak pięknie.
Wracam do tego, bo takich “opowieści Kapitana Misia” słyszę dość dużo i z dużą częstotliwością. Pewnie to znacie.
“Moja Martynka ma już osiem ząbków. A twoja Mała?”
“Kiedy zaczęła chodzić? Bo mój Gabryś to poszedł na nogi, jak miał osiem miesięcy”.
“A nasza Ania to już siusia do nocniczka. Wysadzacie już Małą?”
Imiona dzieci oczywiście są fikcyjne, ale zdania- nie.
Porównania… Przypadłość niektórych mam i babć. Jednym podnosi samopoczucie- bo mam takie super dziecko/ wnuczątko, bo ja jestem taką fantastyczną mamą/ babcią.
Innych wprawia to w poczucie winy i frustrację. Bo skoro moje dziecko jeszcze nie chodzi, nie zjada obiadu z dwóch dań, nie ma paszczy pełnej mleczaków i nie recytuje Miłosza z odpowiednią intonacją, to pewnie coś robię nie tak. Coś zaniedbałam. Nic to, że niewinne dziecię ma jeszcze ładnych parę miesięcy, zanim jego brak umiejętności chodzenia, czy mówienia zacznie być niepokojący i godny konsultacji z lekarzem. Nic to, że dzieć mieści się w normach rozwojowych (a nawet jeśli ciutkę się nie mieści, to też jeszcze nie powód do paniki).
Nie chciałabym tu w żaden sposób oceniać, piętnować mam i babć, które porównują dzieci. Często nie mają one świadomości, że u innej mamy mogą wywołać negatywne emocje i pewnie wcale tego nie chcą. Czasami takie pytania dyktuje zwykła życzliwa ciekawość i chęć wymiany informacji. Powodów może być z resztą tak wiele, jak wiele jest ludzkich charakterów, temperamentów i historii. Uważam jednak, że porównywanie dzieci nie jest dobre nawet wtedy, gdy intencje rozmówczyni są czyste. Z ważnych powodów.
Czy ja sama się tym przejmuję? Szwagierka nazwała mnie ostatnio “mamą wyluzowaną” i chyba trafnie to ujęła.
Cóż, dopóki mam pewność, że Mała jest zdrowa i normalnie się rozwija, ta matczyna/ babcina komparatystyka obchodzi mnie tyle, co kolejny odcinek Mody na Sukces ;) Co innego mnie jednak martwi. A mianowicie los dzieci tych domorosłych komparatystów.
Powiedzmy sobie jasno i prosto: dziecko też człowiek. Oczywista oczywistość, powiecie. Niestety wiele osób jakby o tym zapominało. Zatem przypominam: dziecko jest człowiekiem, osobą, a więc jednostką całkowicie indywidualną, odrębną, niepowtarzalną. Oryginalną bardziej, niż łowickie wycinanki. I owszem, możemy być dumni z tego, że przypadła nam rola wychowania tak wspaniałej osoby (ta duma nieraz nam gdzieś umyka w wysypisku zabawek na dywanie, plamach z soku na obrusie i zalewie innych mniej lub bardziej męczących detali, ale jest, prawda?). Ale po pierwsze: ta indywidualność oznacza, że dziecko ma prawo rozwijać się w swoim własnym tempie. Zmuszanie, poganianie, psychiczne naciski, praktyki zakrawające niemal o tresurę- są dla dziecka krzywdą. Po drugie: dziecko nie jest przedmiotem, który mamy na własność. O ile ktoś może się popisywać swoim samochodem, domem, torebką od Chanel (mało eleganckie, ale jeśli ktoś lubi…), o tyle popisywanie się swoim dzieckiem jest już naganne. Dlaczego?!- zakrzykniecie być może przed monitorem. Przecież mój Antoś/ Dawidek/ Maciuś jest taki zdolny, takie ma wrodzone predyspozycje, talenty, że aż grzech go nie chwalić.
I tu dochodzimy do sedna. Mówiąc dziecku, że jest zdolne, przypinamy mu pewną etykietę. Kierunkujemy jakoś jego sposób patrzenia na siebie. Zdolny znaczy- ponadprzeciętny. Przewyższający innych. I może Twoje dziecko faktycznie przewyższa niektóre dzieci w danej dziedzinie. Ale prędzej czy później czeka je jakieś niepowodzenie, czy konfrontacja z kimś jeszcze lepszym. Co wtedy? Jak wtedy Twoje dziecko będzie postrzegało swoją osobę? Jak sobie z tym poradzi? Jak Ty będziesz je postrzegać? Czy okażesz wtedy bezwarunkowe wsparcie, miłość, na którą nie trzeba w żaden sposób zasłużyć, czy może rozczarowanie i frustrację?
Ucząc dziecka porównywania się z innymi, prawdopodobnie przemycisz na rodzinny pokład pasożyty w postaci próżności, zazdrości i zgorzknienia, selekcjonowania ludzi na lepszych i gorszych. Kiepski ładunek…
No tak, ale czy chwalenie dziecka nie jest po to, by rozwinąć w nim pewność siebie? Owszem i jest to potrzebne. Ale chwalmy dzieci tylko za to, na co mają faktyczny wpływ*. Dziecko nie wybiera sobie talentów, ale ma wpływ na to, jaki nakład pracy i w coś włożyło, czy było przy tym staranne i wytrwałe. I to chwalmy z czystym sumieniem. Rozwijamy w ten sposób nie tylko pewność siebie, ale też motywację do działania i podejmowania wyzwań.
To wszystko jednak napisałam o porównywaniu powiedzmy “na plus”. Czasami jednak bywa gorzej i rodzice porównują swoje dzieci z innymi po to, by wytknąć jego braki.
“Wojtuś już tak ładnie woła na nocniczek, a ty nie!”
“Ania tak ładnie pisze, a ty to bazgrolisz jak kura pazurem”
Wszystko oczywiście dla dziecka dobra (a jakżeby inaczej!), po to, by zdopingować je do większych starań. Jak taki doping działa? Drogie Mamy, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że słyszycie od męża takie oto zdania: “Moja mamusia robi lepsze kotleciki i lepiej prasuje moje koszule. Chyba mogłabyś się bardziej postarać! Moja była dziewczyna tak świetnie dbała o dom, a ty nawet dobrze posprzątać nie potrafisz”. Wyobraziłaś to sobie? I co, pewnie wcale nie czujesz się zraniona, zlekceważona, poniżona. Ależ nie, zapewne masz w sobie teraz o niebo więcej radosnej werwy do działania. Prawda? Jeśli jednak jakimś cudem tak nie jest, to zastanów się przez chwilę, jak musi się czuć Twoje dziecko...
Z tym porównywaniem, to po prostu… dajmy sobie spokój. Nasze dzieci są cudowne niezależnie od tego, czy są w czymś szczególnie uzdolnione, czy nie. Są cudowne, nawet wtedy, gdy nie spełniają norm rozwojowych, nie siadają, nie chodzą, nie mówią. Nie są wtedy gorsze, tylko potrzebują pomocy, a w zamian za to jeszcze bardziej uczą miłości. A każda z nas- niezależnie od osiągnięć pociechy- jest najcudowniejszą mamą na świecie. W oczach swojego dziecka.
Jeśli chcesz podzielić się ze mną opinią i uwagami dotyczącymi tekstu, to zapraszam do komentowania :)
foto: Shlomit Wolf, www.unsplash.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz