wtorek, 16 czerwca 2015

Leniwy początek

Balkony w starej kamienicy, gdzie mieszkam, mają wysokie, murowane balustrady. Ja sama jestem raczej niską kobietą (157 cm wzrostu dyskwalifikuje mnie w zawodzie modelki, ale za to sprawie, że mąż bez problemu nosi mnie na rękach). Gdy więc siedzę na plecionym krzesełku na balkonie, nie widzę niczego, tylko niebo przecinane od czasu do czasu czarnymi fajerwerkami jaskółek i zielony wierzchołek drzewa. Znikają brzydkie bloki- pamiątki po komunizmie, nieciekawe komórki na podwórku. Zostaje niebo. Niebanalne, zawsze inne. Siedzę i gapię się na to niebo, jakbym nic lepszego nie miała do roboty. Dziś jest szaro granatowe, oblepione deszczowymi chmurami jak brudną watą. Lubię takie niebo.

Powinnam oczywiście sprzątać, prasować, doprowadzać mieszkanie do stanu najwyższej perfekcji, tak, żeby lśniło i pachniało wszystko, od podłogi po sufit. Marzy mi się taki stan. A do tego doskonale wypielęgnowane i pomalowane paznokcie. Ech... Zamiast jednak sięgać po te marzenia, popatruję sobie w brudne niebo, popijając tęgimi łykami kawę i zajadając czekoladę, która jak wiadomo, jest dobra na wszystko ;)
Po nocnym wstawaniu do córeczki- mojej cudownej, kochanej córeczki- czuję się dziś jak po suto zakrapianej imprezie. Jak stara lokomotywa bez pary. Czynię wysiłki by wstać i wziąć się w garść, ale chwilowo są one bezowocne.

Miewacie czasami takie chwile? Takie, kiedy czujecie, że absolutnie nie macie sił, by cokolwiek zrobić? Zajmowanie się roczną kobietką, która ma już swoje zdanie i swoje upodobania, a przy tym boleśnie ząbkuje, to praca absolutnie cudowna. Gdyby nawet sam profesor Nalaskowski zaproponował mi pracę w swojej szkole (z wykształcenia jestem pedagogiem), nie byłaby to tak wspaniała posada, jak bycie mamą Małej i żoną Mężona swego. Drobnym mankamentem jest tu jedynie brak przerw i dni wolnych. Bynajmniej nie zniechęca mnie to do pracy :) Ale sprawia, że czasami mam ochotę po prostu siedzieć cicho i gapić się w niebo.
I właśnie dzisiaj, siedząc tak nad stygnącą kawą,postanowiłam, że zacznę o tym pisać.
O Małej, o cudowności życia we troje, o niebie i o chwilach bez pary. Fajnie* jest się czasami tak wypisać. To przeczyszcza zwoje mózgowe ;)

Blog jest na razie w powijakach. Będę prowadzić tu jakieś prace remontowe, żeby nieco zmienić jego wygląd. Ale już nie dziś, nie w tej chwili. Odpoczęłam trochę, niebo, czekolada i kawa zadziałały jak dopalacze. Dłonie mi zmarzły od chłodnego wiatru. Chyba rozgrzeję je, szorując wannę ;) Mała pośpi jeszcze z godzinkę. Idę zatem gonić marzenia o perfekcyjnym domu. Pa :)


*Niektórzy nie lubią słowa"fajnie", bo taki amerykański twór, bo nic nie znaczy,bo co to w ogóle jest. Jeśli się powie na przykład o fotografii, że jest fajna, to nie wiadomo, czy wyrażamy aprobatę dla kompozycji, tematu, kolorów, światła, czy czegoś innego. A ja lubię to słówko, które mieści tak wiele pozytywnych znaczeń, tyle zadowolenia, aprobaty. Lubię i czasami będę go używać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz