środa, 24 czerwca 2015

Pamięci Żołnierza



Stary cmentarz w moim mieście, to piękne miejsce. Przypomina park. Gęste, wysokie drzewa rzucają aksamitny cień na szerokie alejki. W ich koronach gnieżdżą się ptaki i biegają wiewiórki. Nie słychać gwaru miasta. Panuje przyjemna cisza przetykana gwizdami kosów i szczebiotem innych ptaków.


Dziś w cieniu starych drzew było niewielkie poruszenie. W dwuszeregu stali młodzi żołnierze. Obok nich- poczet sztandarowy. W cieniu stali żałobnicy, trzymając zdjęcie. Zdjęcie dobrej twarzy. Między płaczącą rodziną, a żołnierzami, my- zwykli ludzie i grupka Młodzieży Wszechpolskiej. Młodzież, mój mąż i ja- z biało czerwonymi wstążkami na piersiach. Jakoś tak mało nas, tych "zwykłych". Tak żałośnie mało.


Ludzie, gdzie byliście? Czy nie wiecie, że żegnaliśmy bohatera? Tak, ja wiem, bohater, to rzeczownik, który w dzisiejszych czasach mocno uległ inflacji. Wytarł się i niewiele znaczy. Ale jak inaczej go nazwać?


Czesław Hołub. Walczył, cierpiał i okazywał odwagę dla wolnej polski. Dzięki takim jak on, dziś żyję w wolnym kraju. W wolnym kraju rośnie moje dziecko.


Po wojnie nie zaznał spokoju. Dalej walczył z okupantem, tyle, że czerwonym. Był za to więziony, a potem przez wiele lat nękany. Ot, taka wdzięczność ojczyzny za to wszystko, co dla niej zrobił.


Ja jestem mu wdzięczna. Dlatego poszłam. Z Małą na rękach. Ze wstążką w klapie. Czułam, że muszę, że trzeba okazać tę wdzięczność i szacunek. Przecież nie wycierpiał tego wszystkiego sam dla siebie. Wytrzymał to dla Polski, dla nas.

Deszcz zaczął mżyć, a mnie przez moment jakoś oczy zwilgotniały. Nie od deszczu, nie z żalu nad zmarłym, który długie życie dobrze i godnie spożytkował, ale nad tym, że tak nas niewielu, tak maleńko nas...


Tak, ja wiem. W naszym mieście, w samym centrum wciąż stoi betonowy monument. A na nim skrzyżowane sierpy i młoty (nic to, że są symbolami polskim prawem zakazanymi, u nas stoją!), a na samym szczycie radziecka gwiazda. Gwiazda ta wciąż opromienia sporą część miasta, część samorządu i urzędy. Ja wiem o tym. Ale są w tym mieście i tacy, którzy jedenastego listopada maszerują przez miasto z flagami, którzy składają kwiaty pod pomnikiem ofiar smoleńskich. Głośno mówią o sobie "patrioci" i bardzo lubią to niemodne słowo "bohater". Rozglądałam się. Nie było ich. Choć może nie wiedzieli? Ja sama dowiedziałam się od znajomych męża. W mieście i w lokalnych mediach było o tym cicho. Ale dlaczego? Dlaczego było cicho?


Huk salwy honorowej. Wojsko odmaszerowało. Ostatnie honory, pożegnania, kondolencje. Wszyscy się rozeszli.


Ten świat tak skromnie* pożegnał dzielnego żołnierza. Mam nadzieję, że tamten Świat przyjmie go z większymi honorami.



*Uderza kontrast: gen. Jaruzelski, w podziękowaniu chyba za Stan Wojenny, za internowanie 10 tys. rodaków i śmierć przynajmniej 56 tychże (według niektórych szacunków ponad 100), został pożegnany z honorami, z udziałem głowy państwa i wielu "znakomitości". Czesław Hołub, który walczył o Polaków i dla Polaków, został pochowany skromnie i nawet prezydent naszego miasta nie zaszczycił go swoją obecnością. Chyba był starosta. Chociaż tyle.
Ot, refleksja taka...










P.S. Miałam dziś ogromne problemy techniczne i opublikowałam to z trudem. Dlatego tekst wygląda nieco dziwnie. Starałam się, ale nic na to nie mogę poradzić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz