wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozejżyj się dookoła

Jestem zdecydowanie stworzeniem ciepłolubnym. Jak dla mnie, lato mogłoby trwać cały rok, przez tydzień  jedynie w puszczając na scenę kwitnącą, majową wiosnę,  subtelną złotą jesień na kolejny tydzień, a w okresie Bożego Narodzenia- śnieżną i wysrebrzoną szronem zimę. I tyle. Wystarczy.
Marzy mi się wieczne lato. Skoro nie mogę wyjechać na stałe gdzieś w tropiki,  to jestem przeszczęśliwa, gdy tropiki przybywają do mnie (a właściwie byłabym przeszczęśliwa, gdyby jeszcze nogi chciały się same depilować, a paznokcie u nóg- same malować, bo za tymi letnimi koniecznościami nie przepadam ;) Odpowiada mi to. Lekkie sukienki,  mrożona kawa i popołudnia nad jeziorem,  to coś, co tygrysy lubią najbardziej!
Przyznać jednak muszę, że dzisiejszy upał w końcu powalił na łopatki nawet mnie. Leżę i sapię. A Mała przesypia pół dnia w samej jedynie pieluszce. Nabrała ostatnio latynoskich zwyczajów- przesypia czas sjesty, by nabrać sił na wieczorną aktywność (wobec czego rodzice mogą jedynie marzyć o wieczorach tylko dla siebie). Ot, Hiszpanka się znalazła ;)

Skoro lato w końcu zmogło nawet zatwardziałego "ciepłoluba", to cóż dopiero mówić o tych, którzy za upałem nie przepadają... Wysokie tepretatury dokuczają osobom starszym, niemowlętom, chorym, zwierzakom. Szczególnie teraz łatwo o przegrzanie, odwodnienie, zasłabnięcie. Upał, który mnie na ogół sprawia przyjemność, innych może nawet zabić. Dlatego jest to czas, kiedy- mimo spowodowanej upałem ospałości- powinniśmy wszyscy być szczególnie uważni. Warto rozglądać się dookoła i reagować na sygnały ostrzegawcze. Podejście do kogoś, kto kiepsko wygląda albo tym bardziej do kogoś, kto siedzi lub leży na chodniku, nic nas nie kosztuje, a może uratować życie.

Oglądałam ostatnio nagranie przedstawiające pewien eksperyment społeczny*. Polegał on na tym, że młody mężczyzna w miejscach publicznych symulował nagły atak silnego bólu brzucha w miejscach publicznych. Celem eksperymentu było zbadanie, jak wiele osób będzie skłonnych udzielić mu pomocy. Wynik był zatrważający! Na 37 osób, które mijały, lub przyglądały się "potrzebującemu", pomogło mu jedynie 8. Pozostali byli zupełnie obojętni.

Nie chciałabym oceniać tych ludzi. Powodów takiego zachowania może być wiele, a ja- nie będąc ani psychologiem, ani socjologiem- nie czuję się kompetentna, by to rzeczowo wyjaśnić. Bardziej zainteresowani mogą jednak poczytać o efekcie widza, rozproszeniu odpowiedzialności i o tym, że mózg nie lubi być wyrywany ze schematów. Ważniejsze od przyczyn są jednak skutki- ludzie cierpią, a czasami nawet umierają otoczeni tłumem obojętnych osób, z pośród których każdy może być potencjalnym ratownikiem. 

Wystarczy niewiele. Czasami trzeba tylko pomóc usiąść w cieniu, podać wodę lub lek, zadzwonić po pogotowie. Jedna z bliskich mi osób wyszła dziś na chwilę z pracy, by odwieźć do domu staruszkę, która miała w pełnym słońcu przez pół godziny czekać na autobus. Mały- wielki gest.

Oprócz ludzi, naszej pomocy potrzebują też nasi "bracia mniejsi"- zwierzaki. Niestety ciągle słyszy się o psach zostawianych w autach lub na balkonach, bez dostępu do wody. Warto reagować, by nie skazywać tych uroczych stworzeń na śmierć w męczarniach.
Niedaleko wejścia do mojej klatki jest mały zakład fotograficzny. Obok jego drzwi stoi duża miska z czystą wodą, a powyżej wisi napis: WODA DLA TWOJEGO PSA. Takie proste, a takie dobre :) Każdy z nas może ofiarować zwierzakom trochę wody. Obok okienka piwnicy- dla kotów, na balkonie- dla ptaków. Koszt niemal żaden, a kto wie, może jakieś biedne, spragnione ptaszysko będzie tak wdzięczne, że już nigdy więcej nie zapaskudzi Ci samochodu ;)





*Eksperyment został zorganizowany przez Super Express. Zazwyczaj nie czytam, nie oglądam SE, ale mimo to uważam, że nagranie jest godne uwagi. Można zobaczyć je TU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz